Kruczek najlepszym trenerem na świecie – komplement jakich mało (obszerna rozmowa z Apoloniuszem Tajnerem)

 

- Słuchaj! Ty masz najlepszego obecnie trenera na świecie! – usłyszał w Planicy Apoloniusz Tajner od Dirka Thielego, cenionego niemieckiego eksperta.

Tymczasem początek sezonu nie był dla Łukasza Kruczka usłany różami. Nagły spadek formy i brak wyników wywołał szereg negatywnych komentarzy. Czy Kruczek mógł stracić posadę? Jak tamten okres wspomina szef PZN i jak ocenia sezon? Tylko raz wymusiłem coś na Łukaszu – dodaje Tajner.

Mało kto wie, że byliśmy świadkami eksperymentu szkoleniowego, który zakończył się sukcesem. Przyczynił się do niego również Adam Małysz.

 

Sportowe Wywiady: Oby każdy sezon kończył się tak optymistycznie jak obecny. 

Apoloniusz Tajner, Prezes PZN: – Dobry sezon, dobry. Jeden z najlepszych w historii narciarstwa. Co prawda nie mieliśmy teraz igrzysk olimpijskich, ale był to sezon progresywny i taki, w którym się wiele działo. Widać postęp w narciarskich dyscyplinach.

Skupiając się na skokach należy podkreślić miły akcent na koniec sezonu i podium Kamila Stocha w klasyfikacji generalnej. Adam Małysz wytyczył szlak. Pojawiają się następcy, którzy regularnie walczą o czołowe miejsca. 

- Tak, to prawda. Przy Adamie wychowało się nowe pokolenie. To również efekt działania programu Szukamy Następców Mistrza w ramach Narodowego Programu Rozwoju Skoków Narciarskich – Lotos Cup. Program funkcjonuje już od 9 lat.

To długo. 

- Tak i bardzo nam tego zazdroszczą zagraniczni trenerzy i dziennikarze, którzy orientują się w tym, co i gdzie się dzieje. Potrafią to docenić. Jak widać przenosi się to na wynik sportowy.

Z pewnością nie można spocząć na laurach. Finowie przestali dzisiaj istnieć w skokach. Co tam się wydarzyło?

- Źle się działo od kilku lat. W Finlandii doszło do rozkładu związku. Każda dyscyplina zaczęła mieć własny, oddzielny związek, który działając samodzielnie tracił na wartości. To przykre, bo to cały czas ten sam kraj, mający wiele ośrodków i ogromne tradycje w sportach zimowych. Finowie czynią teraz starania, by z powrotem powstał silny jeden związek, by wszystkich skupić razem i móc nad tym zapanować. Ale zanim się pozbierają i wszystko zacznie właściwie funkcjonować może minąć i 8-10 lat.

Adam Małysz z pewnością już nie wróci do skoków, choć równie pewne jest to, że przez długi czas ich nie zostawi.

- Adam nam stale towarzyszy w miarę wolnego czasu. Jak wiadomo jest mocno zaangażowany w sporty motorowe. Ciągle go nie ma i nie wiem, czy nie jest bardziej zajęty teraz niż wtedy, gdy skakał. Generalnie ze środowiskiem skoczków jest bardzo związany i przyjeżdża kiedy ma tylko wolną chwilę. Nigdy nie uprzedza, zjawia się niespodziewanie, nie chce żadnego szumu ani rozgłosu. Na te ostatnie mistrzostwa świata też przyjechał w ostatniej chwili. Myślę, że jego obecność bardzo zmotywowała i zmobilizowała chłopców. Nie chciał mieszkać z VIP-ami, gdzie miał przygotowane miejsce i był zapraszany przez organizatora. Wolał mieszkać z zawodnikami. To jest cały Adam. Jestem mu wdzięczny również za to, że bardzo nam pomógł podczas układania programu szkolenia na ten sezon. Zdecydowaliśmy się na poważne zmiany.

Czyli?

- Polegają na wydzieleniu z 18 zawodników prowadzonych przez nas centralnie kilku grupek po 3-4 zawodników. Trenerzy Kruczek i Mateja mają swoich trenerów asystentów, których zadaniem jest otaczanie szczególną opieką dedykowanych zawodników. Podczas wyboru tych podgrup i przydzielaniu ich poszczególnym asystentom braliśmy pod uwagę m.in. miejsce zamieszkania, tak, by zawodnicy i trener mieszkali możliwie blisko siebie. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy trafniej oceniać rozwój i reagować na potrzeby poszczególnych zawodników. To dotyczy na przykład doboru skoczni, na której określony skoczek powinien w danym momencie trenować. Odbywają się częste konsultacje trenerów pomiędzy sobą, co pozwala nam w większym stopniu właściwie prowadzić zawodników. Jeden trener szkolący dużą grupę nie jest w stanie otoczyć maksymalną troską każdego zawodnika z osobna i może czegoś nie zauważyć. Gdy ma pod opieką tylko 3-4 zawodników, wówczas jest mu łatwiej. To bardzo innowacyjne rozwiązanie. To odważny krok w przód.

Coś jeszcze uległo zmianie?

- Kolejna ważna rzecz to opóźnienie wyjścia na igielit. Zawsze następowało to bardzo wcześnie, już z końcem maja lub początkiem czerwca. Teraz poczekaliśmy z tym prawie do lipca. Chodziło o to, by później bez przerw wejść w sezon zimowy. Wyniki sezonu letniego przestały być tak ważne jak wcześniej.

Ostatni sezon letni był jednak udany.

- Tak, ale sądzę, że stało się tak raczej dlatego, że poziom naszych zawodników się po prostu podniósł, a nie w efekcie specjalnych działań. Wcześniej przygotowywaliśmy się do sezonu letniego bardzo starannie. Przykładaliśmy do niego dużą wagę między innymi dlatego, by zdobywać punkty, które mają znaczenie na początku sezonu zimowego. Teraz już na to nie musimy patrzeć.

Okazało się, że wkrótce po rozpoczęciu sezonu zimowego wyniki uległy znacznemu pogorszeniu.

- Nie wyszło. Było bardzo dobrze dopiero w dalszej fazie, po krótkiej przerwie, którą zrobiliśmy. Gdy pojawiły się kłopoty zareagowaliśmy bardzo szybko. Spotkaliśmy się wszyscy w komplecie – od fizjoterapeuty, psychologa, poprzez trenerów i serwismenów. Każdy wypowiedział swoje uwagi i spostrzeżenia, przekazał podczas dyskusji co jego zdaniem mogłoby być przyczyną braku wyników. Znaleźliśmy kilka potknięć i ustaliliśmy w punktach co należy zrobić, by wyprowadzić zawodników z kryzysu.

Co było powodem spadku formy?

- Chyba Łukasz realizując ten nowatorski program nie zdążył w pełni z przygotowaniami na pierwszy start w listopadzie. Ciekawe jest to, że jeszcze na ostatnim zgrupowaniu w Klingenthal, tuż przed sezonem, wszystko było w porządku. Zawodnicy skakali na treningach z Niemcami, z Austriakami i wszystko grało na wysokim poziomie. Później na zawodach zaczęło się dziać coś złego. Być może nie udało się przystosować w porę do nowych kombinezonów wyprodukowanych według wprowadzonych przepisów. Nie mieliśmy gotowych strojów odpowiednio wcześnie. Może zostało to nieco zbagatelizowane, a może nie miało znaczenia. Trudno jednoznacznie teraz powiedzieć. Faktem jest, że zawodnicy nie czuli się w tych kombinezonach wygodnie, a to zmieniło ich pozycję najazdową. To z kolei wpływa na kąt odbicia z progu skoczni. Pamiętajmy przy tym, że początek sezonu odbywał się w złych warunkach, przy wiejącym wietrze. Mieliśmy więc najpierw drobny kłopot, który zapoczątkował efekt domina i reszta nam się posypała. Nie było tragicznie, ale było źle. Kamil Stoch, na którego liczyliśmy najbardziej, nie mógł się odnaleźć.

Czy to był bardzo niepokojący kryzys?

- Nie. To wyglądało na początku dla mnie jak taki naturalny dołek. Nigdy nie jest tak, że wszystko się cały czas udaje i jest na najwyższym poziomie. Jak się okazało wystarczyły dwa tygodnie, by grupa się odbudowała i na Turnieju Czterech Skoczni była już bardzo widoczna.

Nastroje w zespole są bardzo dobre. Trener Kruczek wraz z asystentami mogą być zadowoleni z osiągnięć podopiecznych.

- Dirk Thiele (ekspert skoków, komentator niemieckiej sekcji Eurosportu – dop. redakcji) podszedł teraz do mnie i powiedział: „Słuchaj, ty masz najlepszego obecnie trenera na świecie!”. Ale to nie jest przypadek. Kruczek zaczął najpierw trenować pod okiem Mikeski, jako zawodnik, potem był w mojej kadrze. Wprowadzaliśmy wtedy szereg zmian, którym się przyglądał. Widział współpracę m.in. z profesorem Blecharzem i fizjologiem kadry Jerzym Żołądziem, którzy byli wspaniali. Potem, jako asystent, Kruczek był z Heinzem Kuttinem, następnie z Lepistoe. Zetknął się z wieloma szkołami. Łukasz jest przy tym bardzo chłonny. Zna języki i cały czas się rozwija. Jest na czasie pod każdym względem, zarówno z nowinkami technologicznymi, jak i nowoczesną aparaturą. Nie jest chaotyczny. Jest bardzo pracowity. Jest na obrotach od rana do wieczora. Zawodnicy to widzą. On nie leży i nie czyta gazet w wolnych chwilach tylko cały czas poświęca się pracy. Wcześniej, jako młody trener, zdarzało mu się pochopnie podejmować decyzje i szybko je zmieniać. Próbować szybko tego, czy tamtego. Teraz tego nie ma.

Czy wpadka na początku sezonu mogła w efekcie przynieść zmiany personalne?

- Nawet przez moment nie pomyślałem o zmianach. Fakt jest taki, że cały czas mam kontakt z grupą. Ja nie patrzę na nią przez pryzmat nieudanych dwóch tygodni. Patrzę na całokształt. Widziałem, że dobrze pracują, a naturalna obniżka formy też może się zdarzyć. Nawet jeśli nie ma konkretnych powodów i błędów. Poza tym Łukasz nie był sam w tym problemie. Ma świetny, młody zespół, w którym są byli skoczkowie, którzy się rozumieją i znają temat. To doskonale współpracująca ekipa. To ludzie darzący się sympatią i tworzący dobrą atmosferę. On nie był z tym sam. Była grupa.

A jednak pojawiały się ostre głosy, że Kruczek nie staje na wysokości zadania.

- Ja uważam, że cały ten rwetes był nawet stosunkowo wyważony. Nie było tak źle. Trudno, żeby ktoś chwalił coś jak nie idzie, prawda? Poza tym trzymaliśmy się od początku razem. Sam również czułem się za wszystko częściowo odpowiedzialny. Zanim wprowadziliśmy ten innowacyjny plan spędziliśmy wszyscy kilka dni wspólnie. Dosłownie wszyscy. Był też Adam. Zależało mi, żeby uczestniczył w tamtym spotkaniu i wspierał nas swoimi uwagami. Rozmawialiśmy po 5 godzin dziennie. Zależało mi również, by jak już coś ustalimy, to żebyśmy wszyscy to realizowali i w równym stopniu czuli odpowiedzialność za to, co robimy. To nasza wspólna robota. Zebraliśmy nasze doświadczenia i zgodnie zaakceptowaliśmy kierunek działań. Więc to między innymi również dlatego Kruczek nie był sam. Dodatkowo Łukasz zebrał wszystkich zawodników w Kuusamo i powiedział, że jako trener główny czuje się za wszystko odpowiedzialny. Zadeklarował, że odejdzie, jeśli grupa uważa, że tak będzie lepiej. Wtedy zawodnicy stanęli za nim murem. Oni doceniają to, co robi. Jest duże prawdopodobieństwo, że to zdarzenie dodatkowo zmotywowało chłopaków do większego wysiłku i zaangażowania.

Potem nie można już było narzekać, to prawda.

- Właściwie od grudnia do końca sezonu mieliśmy w każdych zawodach po trzech, czterech, pięciu zawodników w czołowej trzydziestce. Kamil wygrał dwa puchary świata, oprócz tego jeszcze jakieś podium, no i złoty medal mistrzostw świata wraz z medalem drużynowym. Cały zespół jest mocny. W sumie na tej mniejszej skoczni Stoch też powinien mieć medal mistrzostw. Piotrek Żyła też pokazał, że potrafi wygrać. No i jest jeszcze grupa juniorów prowadzona przez Mateję i Maciusiaka. Kapitalny duet sprawdzający się w roli trenerskiej. Zdobyli dwa wicemistrzostwa świata juniorów – Murańka i drużyna. Przy czym mamy świetną współpracę pomiędzy Kruczkiem i Mateją. Z obecnego stanu można się tylko cieszyć.

Domyślam się, że po tylu latach pracy w roli trenera chętnie dzieli się pan swoimi spostrzeżeniami z trenerami Kruczkiem czy Mateją?

- Czasami staram się im nawet coś sugerować, ale decyzję zawsze pozostawiam im. Raz tylko się uparłem i wymusiłem coś na Kruczku. Gdy na początku sezonu Stoch miał kłopoty i odsunął się od startów by potrenować, razem z nim miał jechać asystent trenera. Uparłem się, że z Kamilem ma jechać Łukasz. Uznałem, że ponieważ liderem jest Kamil, to w momentach jego słabości musi z nim być główny trener. Ale to była jedyna taka sytuacja. W każdej innej to trenerzy podejmują decyzje.

Czyli w tym roku wejście skoczków na igielit w lipcu.

- Zobaczymy. Jeszcze będziemy to ustalać. Plus minus mogę powiedzieć, że program, o którym wcześniej rozmawialiśmy, nam się sprawdził. Był innowacyjny, był dla zawodników czymś nowym, świeżym. Myślę, że jest prawdopodobne, że go skopiujemy. Na pewno wprowadzimy też jakieś poprawki, bo w trakcie gruntownej analizy zakończonego sezonu na pewno nam coś wyjdzie. O kombinezonach i kłopotach z tym związanych wspomniałem, ale będziemy szukać kolejnych rzeczy, które należy udoskonalić, żeby było jeszcze lepiej. Za niespełna 11 miesięcy Igrzyska Olimpijskie w Soczi. To będzie bardzo ważny start.

 

Marek Kaleta


 

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

Recent posts in Skoki narciarskie

 
 
 
 
 
 

Wiadomości dnia (Twitter)

  • PRZERWA MODERNIZACYJNA do końca wakacji!
  • Tym, którzy wybierają się na letni wypoczynek życzymy udanej pogody i zregenerowania sił. Pozdrawiamy i zapraszamy po okresie wakacyjnym!
  • Jesteśmy przekonani, że będą Państwo zadowoleni z nowego kształtu rozbudowanej strony
  • LE, elim.: Śląsk Wrocław - Rudar Pljevlja 4:0
  • Żużel, DPŚ: Australia awansowała z barażu do finału w Pradze (Australia, Czechy, Dania, Polska)
 
 

Okiem Dyzia

 
 

Ekstraklasa piłkarska

 
 

Rotacja wsteczna

 
 

Ważne daty

Brak wydarzeń
 
 
 
Top