Uśmiałem się szczerze, nieomal aż do rozpuku. O większości międzynarodowych federacji sportowych nie mam zbyt dobrego zdania, bo uważam, że kwitnie tam korupcja, tworzą się podejrzane układy, a przepisy są tak pogmatwane, by z mętnej wody wyłowić dla siebie coś korzystnego. Współpracujący ze sobą, wręcz myjący sobie ręce działacze i sędziowie są autorami setek skandalicznych rezultatów rywalizacji. A kto nie miał przedstawiciela w tym gronie, ten nie mógł liczyć choćby na elementarną sprawiedliwość. Polska należała i wciąż jeszcze należy do parweniuszy, choć w ostatnich latach coś drgnęło. Dlatego ucieszyłem się najpierw, że polski działacz został wiceprezydentem federacji siatkówki. W miarę czytania agencyjnej wiadomości śmiałem się coraz bardziej. Oczywiście nie z Mirosława Przedpełskiego, bo lepiej, że jest obecny w gronie rządzących FIVB, niż gdyby go nie było. Rozbawiła mnie dewaluacja rangi. Siatkówka pobiła wszelkie granice nonsensu, wybierając 15 wiceprezydentów. Nawet w liczących miliard mieszkańców Chinach nie ma ich tylu. Wiem, to miłe dla wielu ludzi, że mogą sobie napisać szumny tytuł na wizytówce, teoretycznie brzmi to poważnie, a okazuje się, że taki człowiek jest zwyczajnie urzędnikiem.
Brazylijczyk, który objął najważniejsze stanowisko postanowił nie popełnić błędu innych i ewentualnych konkurentów wysłać na zieloną trawkę. Z wyjątkiem Polaka, Serba i Włocha reszta tej piętnastki pochodzi z krajów „wiodących” w tej dyscyplinie takich jak Gwatemala, Paragwaj, Indonezja, Luksemburg czy Arabia Saudyjska. W wyborach przepadli wszyscy przedstawiciele Azji Południowo-Wschodniej, Amerykanin, Kanadyjczyk i cała gromada Europejczyków z Rosjaninem i Niemcem na czele. Pan prezydent chyba od deski do deski, i to nie raz, przeczytał Machiavellego.
Ciekaw jestem ile ten wyborczy cyrk i rozrost biurokracji wedle klasycznych reguł Parkinsona, będzie kosztował światową siatkówkę, a raczej narodowe federacje. Brazylijczyk ma podobno chęć skoszarowania wszystkich swych totumfackich w wynajętych mieszkaniach w szwajcarskiej Lozannie. Koszty wówczas przewyższą budżet niejednego bogatego krajowego związku. Lotnicze podróże także nie będą tanie, ale na pewno nie pochłoną takich sum jak wynajem apartamentów – bo czyż wiceprezydentom się nie należą – czy zwiększona powierzchnia biurowa. Siatkówka dała przykład innym, którzy mają zaledwie po 2-3, czasami czterech wiceprezydentów. Jak to ubogo wygląda…
Bogdan Chruścicki