W MMA chcę być najlepszy – mówi Damian Milewski, wychowanek Tomasza Drwala

 

Podczas kwietniowej gali MMA Attack w Katowicach Damian Milewski nie był faworytem swojej walki. Jego sytuację pogarszał fakt, że do trzeciego zawodowego pojedynku w karierze przystąpił z bolesną kontuzją prawego nadgarstka. 12 walk stoczonych przez rywala, Arkadiusza Żabę, w tym osiem zwycięskich, nie robiło na nim większego wrażenia. Po dwóch minutach i 14 sekundach Milewski w efektownym stylu zakończył walkę dźwignią na staw łokciowy. – W MMA chcę być najlepszy i będę – mówi Sportowym Wywiadom Damian Milewski, wychowanek Szkoły Walki Tomasza Drwala. – Wolę przegrać po dobrej walce, niż wygrać po nudnej. Chcę dawać kibicom dobrą walkę! – podkreśla.

OBEJRZYJ WALKĘ! (poniżej)

 

Damian Milewski pochodzi z Krakowa. Jest inteligentnym, skromnym chłopakiem, którego z pewnością warto poznać. Dziś mamy ku temu okazję.

 

Sportowe Wywiady: Zwycięstwo w katowickim spodku było ważnym krokiem w karierze.

Damian Milewski: – Tak, to na pewno. To była moja trzecia walka zawodowa. Pokonałem solidnego przeciwnika. Mój bilans 1:1 przy bilansie Arka Żaby wyglądał skromnie. Miał na koncie 12 walk zawodowych, osiem zwycięstw i cztery porażki, no, pięć w tym momencie. Na pewno doświadczenie było po jego stronie. Co do tego nie ma wątpliwości.

Przed walką mówiłeś w wywiadach, że wyjdziesz na ring bez konkretnego planu taktycznego. To dość odważne, może nawet lekkomyślne?

- Czułem się pewnie, a oprócz tego ważne jest dla mnie to, żeby walka była widowiskowa dla kibiców. Wychodząc z konkretnym planem taktycznym nie dajesz interesującej walki. Nie chodzi oczywiście o to, by bić się dłużej niż potrzeba i narażać na ciosy. Zresztą wygrałem po nieco ponad dwóch minutach, więc nie trwało to zbyt długo.

Każdy wolałby jednak wejść na ring i zejść z niego zwycięsko najszybciej jak to możliwe.

- Ale chodzi też o to, by było co oglądać. Kibice płacą za bilety, przychodzą na galę i chcą emocji. Osobiście wolę zaryzykować, nawet, jeśli mam przegrać, niż wygrać po nudnej walce. Interesuje mnie efektowne zwycięstwo. Chcę dać kibicom dobrą walkę. Taki jest mój cel.

Taką wypowiedzią zachęcasz do oglądania swojej następnej walki w najdoskonalszy z możliwych sposobów!

- Nie miałem takich intencji. Oczywiście zapraszam. (śmiech) Chodzi mi o to, że niektórzy w Stanach wyznają zasadę „lay and pray” („powal przeciwnika i módl się” czekając na zwycięstwo przez decyzję sędziów – dop. red.). Obalenia są dobrze punktowane, a sędziowie w Stanach nie kwapią się zbytnio do podrywania zawodników do stójki. Jeżeli ktoś obali kilka razy to jest pewne, że wygra. Tylko, że co ma z tego kibic? Taki zawodnik leży na drugim, niby kontroluje walkę, czasem uderzy… to wcale nie jest przyjemne dla oka. Więcej emocji daje kibicom urozmaicona walka w stójce. Oczywiście walka w parterze może być również bardzo ciekawa, jeżeli zawodnicy są cały czas odpowiednio aktywni. Ale tak jak mówię – naprawdę wolałbym przegrać, ale przy tym się nieźle „praskać”, niż wygrać po nudnej walce. Po to trenuję, żeby coś pokazać, pokazać na co mnie stać.

Ale jakiś plan musiał być.

Mój plan był taki, żeby się bić, bez względu w jakiej płaszczyźnie. Wszyscy sądzili, że będę dążył do rozstrzygnięcia w stójce, tymczasem pojedynek zakończył się w parterze. Bardzo się z tego cieszę. Przekonałem parę osób, że parter jest moją równie mocną stroną. Sądzę, że Arek nie docenił moich umiejętności w parterze. Lubię balachę (dźwignia na staw łokciowy – dop. red.)

Komentujący galę dla Polsatu Andrzej Janisz i Juras (Łukasz Jurkowski) nie kryli zaskoczenia i skierowali w twoją stronę wiele komplementów.

- Bardzo mi miło. Dziękuję.

Z kim trenujesz poszczególne elementy walki?

- Powiem szczerze, że parterowo nie przygotowywałem się za bardzo do tej walki. Może właśnie dzięki temu byłem głodny parteru. Nie mam typowego trenera wyłącznie od tego elementu. Tomek Drwal stara się dbać o wszystko i kontrolować. W stójce pomagał mi Kuba zwany „Chaszczu”, któremu chciałbym przy okazji bardzo podziękować.

Nie jesteś już nastolatkiem.

- Mam 26 lat. To prawda, że nie jestem małolatem, ale dzięki temu mam poukładane w głowie. Poza tym kontakt ze sztukami walki posiadam od bardzo dawna, więc nie jestem żadnym nowicjuszem. Sądzę, że wcale nie jest za późno. Szczytowy wiek w MMA to około 30 lat, tak sądzę. Niektórzy biją się do 40-stki.

Wywodzisz się z kickboxingu. Jak dawno trenujesz MMA?

- Sporty walki trenuję od 11 lat, MMA od trzech. Oprócz kickboxingu uprawiałem boks przez 2 lata i jeszcze brazylijskie jujitsu, już pod kątem MMA, bo chciałem nadrobić braki w parterze. Zawsze lubiłem sporty walki. Wcześniej grałem też w sporty drużynowe, chyba we wszystkie gdzie jest piłka. Grałem w nożną, grałem w kosza, ale wzrost nie pozwolił mi kontynuować przygody z basketem. Grałem nawet w tenisa. Byłem na obozie tenisowym jako niemal totalny amator i od razu przeniesiono mnie do grupy zaawansowanej. Wydaje mi się, że w zespołowych grach byłem dobry, ale nigdy najlepszy. W MMA chcę być najlepszy i będę.

Wrodzona ambicja?

- Nie wiem, czy to wrodzona ambicja, czy jak to nazwać. Zarówno dziadek jak i mój ojciec uczyli mnie zawsze polegania na sobie. Jestem indywidualistą. Zresztą dziadek był pięściarzem, więc w pewnym sensie kontynuuję tradycje rodzinne.

A ojciec?

- Tata nie walczył w ringu, ale z tego co go znam, raczej nie należał do osób, którymi pomiatano na podwórku… (śmiech) Obaj z dziadkiem uczyli mnie tego, żeby nie dawać sobie wchodzić na głowę. Trzeba być miłym, nie szukać kłopotów, ale też nie pozwalać nikomu, by traktował cię jak popychadło. Sądzę, że udaje mi się to wszystko pogodzić, a na ringu czuję się dobrze. Zresztą, co tu kryć, zawsze jakoś tak się układało od dziecka, że się „prałem”, chociaż sam nie zaczepiałem innych. Ciągle były z tym kłopoty.

Przy okazji udało się zamienić słowo z twoją matką. Pytana, czy cieszy się oglądając twoją walkę powiedziała: – A co ja mam zrobić? Nic na to nie poradzę. To nie na moje nerwy. Podskakuję na krzesełku bez względu na to kto kogo trafi. Wszystko dzieje się tak szybko.

- Chyba żadna matka woli nie oglądać syna jak się tłucze w klatce, czy w ringu. Zawsze mi powtarza, że to jest jakieś mordobicie… (śmiech) Mówi, że to głupi sport. Pewnie rodzice nie są za tym, ale jednocześnie są dumni. Tak mi się wydaje, sądząc po reakcjach.

Kto jest twoim wzorem w MMA?

- Myślę, że mogę być tu posądzony o brak obiektywizmu, bo jest nim Tomasz Drwal (na zdjęciu z Przemysławem Saletą), z którym trenuję na co dzień. To jest gość, który urodził się w Nowym Sączu, obejrzał galę UFC na wideo, postanowił, że będzie się tam bić i dopiął swego. Jak na razie jest jedynym Polakiem, który walczył w UFC. Był jeszcze Jewtuszko, który też miał przygodę w Stanach, ale został wcielony do tej organizacji. Tomek to sobie wywalczył. W najważniejszej federacji MMA mieliśmy chłopaka z Marcinkowic spod Nowego Sącza. To budzi szacunek.

Mamed Chalidow?

Robi na mnie ogromne wrażenie, ale wydaje mi się, że Mamed na dobrą sprawę nie miał tak trudnych przeciwników jak Drwal. Mamed walczy z zawodnikami UFC, ale to są weterani, którzy najlepsze lata mają już za sobą. Mam nadzieję, jestem przekonany, że powalczy w UFC i da nam wiele powodów do radości. Bardzo mu tego życzę. Drwal przetarł szlak.

Od lat jesteś trenerem personalnym. Łatwo pogodzić wszystkie obowiązki?

- Można. Nie mam ośmiu godzin pracy. Po prostu umawiam się z klientami. Teraz prowadzę również zajęcie z MMA.

Musiałeś odłożyć pracę na czas przygotowań do walki?

- Tak, ale ci których prowadzę, przyjęli to ze zrozumieniem. Mało tego – część, a raczej prawie wszyscy przyjechali do Katowic pokibicować, za co bardzo im dziękuję. Mam dobre relacje z klientami. Łączy nas szczera sympatia.

No właśnie. W Katowicach miałeś przeciwko sobie publiczność, bo Żaba jest miejscowym zawodnikiem. Czy to cię nie deprymowało?

- Nie. Poza tym, tak jak wspomniałem, miałem grupę swoich kibiców. Jestem z Krakowa. To nie jest daleko. Nie czułem się osamotniony pod względem dopingu.

KLIKNIJ – WIDEO: Walka Milewski – Żaba / MMA Attack, Katowice, kwiecień 2013

Kiedy następna gala i twoja walka?

- Następna gala odbędzie się 26 października, w Gdańsku. Mam nadzieję, że w niej wystąpię.

Znasz kolejnego rywala?

- Nie, nie mam pewności, czy na niej wystąpię. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży i będę walczył.

Koniec października? Mamy początek maja. To pół roku.

- No niestety. W Polsce MMA dopiero się rozwija. Oprócz MMA Attack jest oczywiście KSW, które praktycznie dyktuje warunki na chwilę obecną. Byłoby dobrze dla tego sportu, gdyby pojawiła się silna rywalizacja. Być może dobrym pomysłem byłaby konfrontacja zawodników MMA Attack z chłopakami z KSW.

W każdej z kategorii wagowych?

- A czemu nie. Jest wielu dobrych zawodników.

Ty walczysz w kategorii 77 kilogramów. Jaka jest konkurencja w tej wadze?

- Jest dużo świetnych zawodników. Właśnie w KSW. Ta kategoria jest mocno obsadzona. Jest Borys Mańkowski, jest Aslambek Saidow, Rafał Moks, jest Łukasz Chlewicki, ale on jest moim byłym trenerem i z nim akurat nie chcę się bić. On chyba też nie, więc pewnie byśmy się nigdy nie bili.

A z pozostałymi chciałbyś się zmierzyć.

- No tak, chcę się bić z najlepszymi, ale to nie jest takie proste. Potrzebny jest czas.

Ale czy byłbyś gotowy?

- (śmiech) Tomek się śmieje, że u mnie okres roztrenowania i przygotowania do walki niczym się nie różnią. Cały czas jestem w treningu. Jestem głodny pojedynków.

Ściskamy kciuki za realizację planów. Dziękujemy za rozmowę.

- Dziękuję, pozdrawiam wszystkich kibiców MMA.

 

Sportowe Wywiady

,

 

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

Recent posts in MMA

 
 
 
 
 
 

Wiadomości dnia (Twitter)

  • PRZERWA MODERNIZACYJNA do końca wakacji!
  • Tym, którzy wybierają się na letni wypoczynek życzymy udanej pogody i zregenerowania sił. Pozdrawiamy i zapraszamy po okresie wakacyjnym!
  • Jesteśmy przekonani, że będą Państwo zadowoleni z nowego kształtu rozbudowanej strony
  • LE, elim.: Śląsk Wrocław - Rudar Pljevlja 4:0
  • Żużel, DPŚ: Australia awansowała z barażu do finału w Pradze (Australia, Czechy, Dania, Polska)
 
 

Okiem Dyzia

 
 

Ekstraklasa piłkarska

 
 

Rotacja wsteczna

 
 

Ważne daty

Brak wydarzeń
 
 
 
Top